|
HISTORIA
Zapewne osoby odwiedzające naszą stronkę zadają sobie
pytanie: "O co tu chodzi i jak to wszystko się zaczęło" - zaraz się tego
dowiecie!

foto. sfazi
Nasza grupa zajmuje się głównie organizowaniem spływów na
potrzeby własne i znajomych. Dla wszystkich drzwi, do naszej grupy, stoją
otworem. Są tylko małe wymogi, o których można poczytać w Regulaminie. Warto
dodać, że w skład grupy wchodzą „osobnicy” głównie z dwóch miast:
Złocieńca (Bar i Ram pociągnęli tą grupę) oraz Poznania
(zapoczątkowany przez Sfa). Organizujemy także wypady survivalowe i
trekkingowe - jednak to co nas tak naprawdę kręci to kajaki. Niestety nie
posiadamy własnych, więc przed każdą wyprawą Bar lub Sfa organizuje sprzęt
(głównie korzystając z dobroci Internetu oraz znajomości) - oni także odpowiadają
za logistykę.
A zaczęło się tak...
... w Lanoponiedziałkowy poranek
2002 roku niejaki Bar wraz z innym, bliżej nieokreślonym „osobnikiem” -
Ramem, postanowili wybrać się na Rakon (Rzeka Matka - tak ją
nazywamy). Już na tym spływie narodziła się idea wempingu™, aczkolwiek
minęło jeszcze sporo wody w rzece zanim ta idea została zdefiniowana. Wtedy
to był po prostu kajak (spływ) oraz dwa „dodatki”: kawka i żubrówka. Na
pierwszym „spływowaniu” było tak zajebiście, że po około dwóch tygodniach
wspomniana dwójka wybrała się na trzydniowy spływ: wypłynęli z jeziora
Siecino i Rakonem poprzez Koknę wpłynęli do Drawy, aż
do mostu za Prostynią. Trzeba zaznaczyć, iż w tej wyprawie brał także udział
Beyki.
W Lanoponiedziałkowy poranek 2003, dwójka założycieli naszej
grupy wraz z Beykim,
a także Rafim i Czarkiem „spłynęli” dwa dni (wyprawa
Brzeźnicko-Węgorzejska). Ten spływ zmienił trochę „rzekopogląd” - z
jakiego powodu? O to trzeba spytać Ich. I znowu po około 3 tygodniach grupa
wybrała się na 3 dni - Drawą, tym razem od Źródeł Kokny.
Skład: Bar, Ram, Beyki, Rafi, Ram i inni (patrz Statystyki). Kokna
dała im lekcję pokory dotyczącą wierzbowych krzaczorów (300m ciągnęli kajaki
przez bagno). Tego samego roku Bar z Ramem zrobili jeszcze Korytnicę
oraz Drawę z Bogdanki do Osieczna.

foto. sfazi
Rok 2004 to tradycyjnie
Lanoponiedziałkowy spływ Rakonem, a także godny uwagi fakt: Sfazi
dołącza do grupy - choć do końca jeszcze o tym nie wiedział. Miało to
miejsce, wciągnięcie Sfa do teamu, podczas majowego spływu Drawą (wpłynęlismy
do Uni, nawet flagę mieliśmy). Był to najbardziej hardcorowy spływ jaki
grupa odbyła do tego czasu. Pogoda nie dopisała, wywrotek też parę było - a
do tego wieczorem dnia drugiego wszyscy byli tak nawempani, że trzeciego
dnia niestety nikt nie zmartwychwstał i trzeba było zrezygnować z płynięcia
na rzecz uzupełnienia elektrolitu. Skład: Bar, Ram, Beyki, Rafi, Sfa i inni
(patrz Statystyki). 2004 to również rok innowacji... bo kto powiedział, że
pływa się tylko w dzień? Bar z Beykim i Ramem wybrali się na spływik
nocny Drawą. Wypłynęli z jeziora Drawsko do Złocieńca. Na głowach kaski,
na kaskach po dwie zajebiste latary, muzyka gra z magnetofonu, w głowach
szumy, kanoe nie daje się sterować - "tylko jednego nie przewidzieliśmy..-
mgły" - cyt. Ram.
No i wreszcie mamy rok 2005 gdzie nasza grupa poszerzyła się
o takie znakomitości jak Bartas i Kriss. Sezon zaczęliśmy "Czwartym
tradycyjnym spływiku majówkowym" Drawą - gdzie nadaliśmy oficjalną
nazwę naszej grupy. Boże Ciało 2005 to Dobrzyca- piękna i „godna” pod każdym
względem. Po tej wyprawce padł pomysł powstania naszego forum, na którym
można śledzić dyskusje na tematy w szeroko pojętym wempingu™ (a także brać
czynny udział w tej dyskusji). Następny spływ to Rzeka Matka w
czerwcu, gdzie Kriss, Ram i Bar dzielnie walczyli z wyschniętą rzeką, a
jednak jej nie sprostali. Na pocieszenie już szykowała się Drawa w DPN,
która swoimi rzekomymi odwojami spędzała sen z powiek co niektórym. Nie było
jednak tak źle. Pędząc Drawską Autostradą DPN bawiliśmy się
super-mega-giga-przednio. 23-24 Lipca 2005 to przełomowa data w historii
wempingu™ polskiego. Fakt miał miejsce na Piławie, gdzie przeszliśmy
sami siebie. Ludzie obserwujący z brzegu naszą ekipę mogła tylko słyszeć
szatański śmiech naprzemian z chrapaniem. Nie wiem czy obława Policji na
pijanych kajakarzy nie była skierowana bezpośrednio do nas. Na szczęście w
ich sidła wpadła ponoć inna grupa. 5-6 sierpnia to dla niektórych nowe
doznania estetyczne, które miały miejsce na II nocnym spływie Drawą.
Nietoperze, deszcz, spanie w kajakach i ostra poniewierka, tymi słowami
najprościej można opisać tę wyprawę. Oczywiście na spływ przybyli najtwardsi
tacy jak: Sfa, Ram, Q, Bird, Kris, Bejki, Rafi i Bar.
Ostatnio do naszej grupy dołączyła pewna bliżej nie określona
"parka" z Bydgoszczy: Scully /Iza/ oraz Duhovny /Dawid/

foto. sfazi
Dalsze losy naszej grupy można śledzić na naszej stronie (na
której znajdują się m.in. nasze statystyki) i forum.
Poniżej jeszcze kilka ciekawostek.
Geneza słowa wemping™
(czyt. łemping):
1.
Woodoo ( czyt.
łudu, wudu ) to wóda
2.
Impreza to impra
3.
Woodoo+impra=wempa
(czyt. łempa)
4.
Ponieważ
traktujemy to już jak dyscyplinę sportu zatem otrzymujemy
WEMPING™
Proste, co nie?
Geneza BroBro:
Każdy z nas uwielbia piwko zwane potocznie browarem.
Już słysząc pierwszą charakterystyczną sylabę " bro"
zaczynamy się ślinić. Po czym następuje wymówienie drugiej sylaby jaką jest
"war". Ale war to wojna, a my nie chcemy wojny z browarem zatem podwajamy
sylabę "bro" zastępując "war" podwajając tym samym swój ślinotok. I tym
zabiegiem kosmetycznym mamy zawsze podwójną ochotę na spożywanie brobro
czego dowodem są nasze osobiste statystyki.
Dr Witt:
Potrzebne (lub też ułatwiające przyrządzenie) naczynia,
materiały, surowce:
1.
1litr spirytusu
2.
2 litry cytrynki
spożywczej (najlepiej firmy Rolnik)
3.
500g miodu
4.
Woda
demineralizowana (najlepiej ale zwykła Źródlana też może być)
5.
Butelki szklane
(najlepiej po dr Witt’cie)
6.
Baniak 5 litrowy
do mieszania (po jakiejś wodzie)
Do baniaka wlewamy cały spirytus, następnie dodajemy
ok.1,25litra cytrynki oraz miód (nie cały). Mieszamy. Trzeba spróbować i wg
uznania dodawać wody, miodu i cytrynki. Jak jest za kwaśne to dodajemy
miodu, a jak za słodkie to cytrynki. Gdy komuś za bardzo pali w gardle, a
smak jest odpowiedni to rozcieńczamy wodą. Z doświadczenia wiem, że całej
cytrynki nigdy się nie zużywa. Natomiast miód jest zużyty prawie w całości
jeśli nie cały… Najlepiej jak całość (po rozlaniu do butelek) postoi 2-3
dni. Plastikowych butelek nie polecam, a jak już użyjemy (nie mówię tu o
mieszaniu) to jak najszybciej należy wypić (tak w przeciągu tygodnia). W
butelkach szklanych napój może stać dłużej.
|